Kartka spada, delikatnie kołysząc się na wietrze. Nie, to nie jest kartka to folia taka na dokumenty, zatacza pół koła w powietrzu i roztrzaskuje się stykając z gruntem. Co? Roztrzaskuje się??? Jak to? Chwila! Co? To niemożliwe. Ona rozsypała sie w drobny mak wydając przy tym odgłos tłuczoneo szkła. Co znowu? Ona znikła? No faktycznie. Nie ma jej, nic nie zostało, w miejscu w którym się rozbiła nie ma nic.Jest czysto. Jak to możliwe? To nie mógł być lód, bo lód nie wiruje na wietrze i nie wygląda jak kartka i nie jest tak gładki jak folia Co to było? Nie wiem. Tyle dziwnych zjawisk ostatnio do okoła mnie. Nie potrafię zebrać myśli, gubie się. Coś nadchodzi, coś złego.
czwartek, 23 stycznia 2014
Zimowe historie cz.1 Lodowa kartka
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz