Gdy płynęłam w czystej otchłani znalazłam sens życia, a zaczęło się tak, gdy na skraju rozpaczy przeżywałam kolejny dzień życia. W ciemności czas zatrzymał się i miałam kiedy pomyśleć.Moje życie nie było łatwe.
W szkole cicha, radosna.Tak mnie postrzegają inni. Mylą się, tak na prawdę taka nie jestem.
-Co tam?-pyta chłopak, drobnej postury o bladej twarzy, na której zawsze pojawia się rumieniec gdy jestem w pobliżu.
-Dobrze-odpowiadam,ciesze się na jego widok, ale nie widać tego po mnie, jestem dobrą aktorką.Co dzień udaje że jest dobrze choć nie jest.No, ale co?Mam powiedzieć :
-O cześć! Miło że się do mnie odezwałeś, a nie znowu chowasz się w kącie. Może wyznasz mi coś w końcu. Nie wstydź się, może ja czuje to samo.-On by odpowiedział:
-Emm... Hmm..-A ja na to:
-Radzę ci się pospieszyć bo twoja szansa przepadnie i już nigdy mnie nie zobaczysz.-nie zrobię tego, nie chce.Za bardzo mi na nim zależy.
Po chwili milczenia dodaje.
-A u ciebie?
-Też dobrze-delikatnie się uśmiecha, ale uśmiech szybko znika z jego twarzy.Może nie chce bym sobie pomyślała że mu się podobam.Może dla tego że nie jest pewny siebie, nieważne.
Po szkole wracam do domu. Idę ulicą, wzdłuż ciągnie się szpaler wysokich na 30 metrów drzew.Jest ciemno.Mija mnie auto i tylnie światła znikają za zakrętem.Mogłam skoczyć. Za późno. Mogłam to zrobić. Za późno. Nareszcie pozbyć się tego wszystkiego. Za późno. Za późno...Znów to uczucie, trzask, dotyk metalu, uginający się zderzak, wrzask.To wszystko mnie dobija, jestem głęboko, głęboko w czeluściach. Życie śmiertelna choroba.
Jestem w domu,idę na górę do mojego pokoju.Leże na łóżku myśląc o wszystkim.Może coś robię nie tak, ale im więcej myśle tym gorzej się czuję..Staram się usnąć.
Budzę się jest jasno.Zastanawiam się która jest godzina.Patrze na zegarek 12:00, jak miło, czyli jednak nie przespałam całego dnia.Wstaje i idę do kuchni, otwieram lodówkę.Nie jednak nie będę nic jeść, tak będzie najlepiej. Sięgam po wode, nalewam sobie pół szklanki. I siadam przy oknie myśląc.Płyn płynie przez moje gardło chłodząc ciało.Jest sobota, mama pracuje, jestem sama.
13:25. Jednak coś zjem, nagły przypływ głodu spowodował u mnie zawroty głowy.Kolejny łyk wody i biorę się do roboty. Tosty zapiekane z szynką i serem nie są lekkim śniadaniem ale takiego nie oczekiwałam więc jestem zadowolona.Poczekam aż mama przyjdzie i wyjdę na spacer, ale jak na razie przeglądnę sobie Tumblra by jeszcze bardziej się zdołować.
14:59
Cyk... Cyk...
15:00
Klik... Klik...
Nowy post
Klik... Klik...
15:10
Dzyń... Dzyń...
Telefon w drugim pokoju. To mama, skończyła pracę i wraca do domu.Trzeba się będzie przygotować do wyjścia.
-Jestem wykończona-rzuca od progu
-Zrobię ci herbaty-uśmiecham się przyjaźnie
-Dzięki, tego mi trzeba.
Mama robi obiad, kurczaka w cieście naleśnikowym, mój ulubiony.
Mówię że muszę się przewietrzyć i wychodzę.
Idę moją ulubioną trasą, ulica po której nie jeździ prawie żadne auto, ludzie się tu nie zapuszczają. Dzięki temu mogę być sama. Mijam domy, nikt w nich nie był od dobrych kilkudziesięciu lat, nie wliczając kilku dresów od graffiti. Smutno się robi na widok opuszczonych budynków, o których nikt nie pamięta.Tak samo jest z wieloma grobami.Ktoś leży pochowany wewnątrz ale nikt nie czeka na zewnątrz. Ciała spoczywają samotnie, zapomniane przez ludzkość.
Kieruję się w stronę lasu. Może spotkam jakiegoś psychopatę i coś się nareszcie zmieni w moim nudnym życiu.Idę ścieżką prowadzącą na stary cmentarz zapomniany przez wszystkich.Siadam przy jednym z grobów i wspominam życie człowieka leżącego pod warstwą gruntu przykrytą kolorowymi liśćmi. Przytłoczyła historią tego śmiertelnika wracam do domu.
Kolejny dzień, niedziela.Jadę z mamą na obiad do centrum handlowego, a później na zakupy, mam sobie kupić coś do szkoły. Jemy w ciszy i udajemy się do jakiegoś sklepu z ciuchami. Wybieram sweterek z misiem nie mogę przecierz po sobie poznać co mam w środku mogłabym kupić czarny podkoszulek z czaszką bo bardzo mi się podoba ale nie bo ludzie zaczną podejżewać.Wychodzimy, jest ponuro dokładnie tak jak w mojej duszy więc czuje się swojo w takiej atmosferze.
Idę spać.
Siatka pełna leków.
Rozkładam je na stole.
Nie ważne na co są
Ważne jest co robią źle użyte
Pomagają zasnąć na wieki
Odpłynąć na zawsze w pustkę
Dają wolność, dają spokój
Ała!
Nagły skurcz,kulę się w sobie,spadam z krzesła.Ból przeszywa całe moje ciało.Tabletki rozsypują się po całym pokoju.Wstaję kręci mi się w głowie, chwiejnym krokiem podchodzę do sofy by paść bezwładnie i odpocząć.Znów coś wewnątrz mnie nie pozwala mi tego zrobić.
Budze się, szkoda że nie umarłam.
Dziś znów musze iść do szkoły.Lepsze to niż siedzenie w domu, ale na myśl że spotkam tylu ludzi robi mi się niedobrze.On znów będzie się zbliżał i oddalał wraz z moją nadzieją na życie.
Siedzę w ławce z jakąś dziewczyną, nie znam jej, choć codziennie mam z nią lekcjeto nie wiem nawet jak ma na imie.Jestem w swoim świecie, rozmyślam, ten świat mnie pochłania ale nagle z zamyślenia wyrywa mnie wrzask nauczycielki stojącej przedemną.Jestem cicho nie chce mi się odpowiadać (żyć).Na pytanie Czy ja ją dalej słucham? odpowiadam milczeniem.Cała klasa się śmieje. Czuje się okropnie ale to lepsze niż to co mnie spotkało w życiu. Cały dzień zleciał jakoś szybko, nawet się nie zorientowałam jak znalazłam się we własnym łózku.Kolejne kreski pojawiają się na moim chudym ciele, jestem spokojna, to daje mi ukojenie. Zamykam oczy i koniuszkami palców przejeżdżam po dłoni, to nie jest ten sam dotyk.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz